Dzieje Witniczan.

A. DWIE OJCZYZNY WITNICKICH  PARAFIAN.

 

Wielu starszych witnickich parafian może mówić o podwójnej Ojczyźnie: tej, która korzeniami sięga dawnych kresów Polski – obecnie Ukrainy, i tej obecnej – Ziemi Lubuskiej. Także młodzi ludzie, urodzeni już na Zachodzie Polski, poprzez wspomnienie, pełne trudów i ofiar życia swoich rodziców, dziadków, mogą „czuć się” także obywatelami dwóch Ojczyzn. W ich sposobie życia, wartościowania i relacji międzyludzkich, uobecnia się ta dwuojczyźniana prawda.

KAMIONKI WIELKIE

Przed wiekami Kamionki Wielkie były miasteczkiem, o czym zapewne świadczą pozostawione ślady w postaci starego żydowskiego cmentarza z płytami nagrobnymi, rumowiska gruzów po dawnym zamku oraz nazwa części wsi: „Miasteczko”. Przed II wojną światową Kamionki Wielkie liczyły około 5.500 mieszkańców, z czego 55 % stanowili Ukraińcy, 40 % Polacy, a pozostali to Żydzi i Cyganie. Nacje te miały do siebie wzajemny szacunek; zapraszali się wzajemnie na świętowanie swoich różnych uroczystości. Wieś Kamionki W. była rozległa, ciągnęła się 13 km wzdłuż i wszerz. Poszczególne części wsi nazywano: Miasteczko, Sucharów, Garby, Błota, Polanka, Gruszka, Magazyn, Sawiny, Dolina,
Pieńki, Połogi i Czyściak. W tej ostatniej mieszkali osadnicy sprowadzeni po 1920 r. – byli uczestnicy wojny z bolszewikami, których osiedlił polski rząd, dając im ziemię rozparcelowaną po majątkach szlacheckich; należeli oni do bogatszych gospodarzy Kamionek Wielkich. Poza rolnikami, w Kamionkach, mieszkali rzemieślnicy: kowale, szewcy, stolarze, krawcy.

Mieszkańcy, którzy nie posiadali ziemi, mieli kłopoty ze znalezieniem pracy, mogli ją znaleźć jedynie w folwarku i w pracach przy budowie dróg. W centrum wioski znajdowały się drewniane kościoły: grecko i rzymsko-katolicki ze swoimi kapłanami. Było pięć kapliczek i wiele rozstajnych krzyży. „Ze świąt kościelnych – mówi Grzegorz Drozd – najbardziej uroczyście obchodziliśmy Boże Narodzenie i Wielkanoc. Na Boże Narodzenie musiała być koniecznie kutia, czyli specjalnie przyrządzona pszenica z makiem, miodem i różnymi dodatkami, jak np. figi. Kutię wkładało się na małe talerzyki, dodawano opłatek, przykrywało białą haftowaną chusteczkę i niosło się do sąsiadów i krewnych jako formę zaproszenia na święta. Spraszało się tak do czterdziestu nieraz gości. Kolędy śpiewaliśmy polskie i ukraińskie. Śpiew zaczynał się od ‘Anioł Pasterzom mówił’, a z ukraińskich ‘Nebo i zemla’. Na Wielkanoc też spraszano gości” (Z. Czarnuch. Wspomnienia s. 15).

Życie Polaków koncentrowało się wokół kościoła katolickiego, urzędu gminy, szkół, świetlic „Sokoła” i „Strzelca”, Domu Ludowego i polskiej czytelni. Do Kamionki Wielkiej przyjeżdżały zespoły artystyczne z Kołomyi i Stanisławowa. W połowie lat trzydziestych zaczęły się psuć relacje między Ukraińcami a Polakami. Przyczyniło się do tego powstanie parafii katolickiej oraz budowa szkoły siedmioklasowej. Wzajemna nienawiść obu nacji przenosiła się z ludzi dorosłych na dzieci. Podział był tak duży, że nawet ks. Bielak nie polecał żenić się Polakom z Ukrainkami, a pannom wychodzić za Ukraińców.

Po 17. września 1939 sytuacja diametralnie się zmieniła. W lutym 1940 r. rozpoczęły się wywózki na Sybir. Wywożono głównie kolonistów i kułaków oraz tych, na których sąsiad doniósł do NKWD. Z Kamionek wywieziono na Sybir około 200 rodzin. Na miejsce wywiezionych na Syberię, sprowadzano Hucułów oraz osadników rosyjskich i ukraińskich. Powstał kołchoz, który był bojkotowany przez mieszkańców.

W 1941 r. do wsi wkroczyli Niemcy, którzy byli witani jako sojusznicy przez bandy UPA. Zaczęły się prześladowania i mordowania Żydów. Niemcy rządzili przy pomocy ukraińskiej policji. Nocami wpadali do domów banderowcy, zabierając żywność, natomiast w dzień Niemcy wymuszali obowiązkowe dostawy zboża, mleka, mięsa, jaj i drobiu. Przed Uroczystością Wszystkich Świętych w kolonii Czyściak bandy UPA wymordowali 35 osób. Także musiał się ukrywać ks. Bielak.

Prześladowania nieco zmniejszyły się, gdy Niemcy napadli na Rosję (22 czerwca 1941). Rozpoczęła się mobilizacja do polskiego wojska. Wielu młodych Polaków z Kamionek W. oraz wygnańców syberyjskich, zostało żołnierzami dywizji im. T. Kościuszki. Niestety, prześladowania Polaków przez ukraińskich nacjonalistów, nasiliły się. Ciągłe napady i morderstwa na Polakach, zmusiły ks. Bielaka do apelu, by Rodacy uciekali i przeprowadzali się do Kołomyi, zajmując domy i mieszkania opuszczone przez Niemców. Na wieść, o zakończeniu wojny (8 maja 1945), Polacy mieszkający na Ukrainie, podjęli decyzję o wyjeździe na ziemie odzyskane. W związku z tym, nastąpił sprzedaż dobytku i posiadanych rzeczy sąsiadom. Zostawiono sobie najbardziej potrzebne przedmioty, w tym część dobytku z gospodarstw, otrzymując niezbędne dokumenty (kartę ewakuacyjną), wyjeżdżali transportem na ziemie odzyskane. Tym sposobem część repatriantów znalazła się już 15 maja 1945 roku w Witnicy.

WITNICA

Do Witnicy przybywali nowi mieszkańcy; byli to repatrianci ze Wschodu, a także osiedleńcy z innych stron Polski. Jedni i drudzy odczuwali ewidentny brak kapłana. Wśród wiernych krążyła opinia, że najlepszym rozwiązaniem byłoby sprowadzenie do Witnicy dawnego proboszcza z Kamionek Wielkich, ks. Józefa Bielaka. Stąd witniccy katolicy wysłali do Kłodzka delegację w składzie: Michał Mazurek, Józef Pulkowski i Kazimierz Burzyński, by „nakłonić” ks. Bielaka do osiedlenia się w Witnicy. Bez wahania zgodził się i przybył do Witnicy w dniu 15 września 1945 roku, zamieszkując w domu p. Bogdanowiczów. Mieszkał tam do czasu opuszczenia plebanii przez Powiatowy Urząd Repatriacyjny (grudzień 1945).
Repatrianci ze Wschodu i inni osiedleńcy witani byli w Witnicy przez przedstawicieli Państwowego Urzędu Repatriacyjnego. Z relacji A. Mazurek dowiadujemy się, że ludność z pierwszego transportu z Kołomyi została zakwaterunkowana w budynku szkolnym przy kościele. Skromne posiłki otrzymywali w stołówce PCK, mieszczącej się w sali katechetycznej. Oczekiwali oni na wysiedlenie obecnych jeszcze w Witnicy Niemców, by przejąć po nich domy i gospodarstwa. W Witnicy przebywali jeszcze żołnierze radzieccy.

Z Kołomyi wyjechało cztery transporty Polaków na Ziemie Zachodnie. W grudniu 1945 roku dojechały do Witnicy jeszcze dwa wagony mieszkańców Kamionek Wielkich. Ks. Józef Bielak przywiózł ze sobą z parafii z Kamionek Wielkich niektóre paramenty liturgiczne, takie jak: chorągwie czerwone i czarne, monstrancję, kielichy i inne przedmioty kościelne. Z ks. Bielakiem z Kamionek Wielkich przybyło wielu parafian. Wśród nich był Józef Ptaszkiewicz, który został zatrudniony jako kościelny, Michał Makara jako organista, a Leopoldyna Węglińska została gospodynią plebanijną. W pierwszym roku pracy duszpasterskiej ks. Bielak był jedynym kapłanem w mieście. Pierwsze Msze św. ks. Bielak odprawiał w domu przy ul. Rybackiej. Po roku dołączył do niego wikariusz ks. Józef Ferensowicz. W pierwszych latach kapłani z Witnicy obsługiwali również kościoły w Kamieniu Wielkim, Kamieniu Małym, Mościcach oraz Dąbroszynie i Mosinie.

W 1947 roku odłączono od witnickiej parafii Białcz, przyłączając go do parafii
w Pyrzanach, a w 1948 roku Dąbroszyn dołączono do Kostrzyna. W 1959 roku z kościołów w Kamieniu Wielkim, Kamieniu Małym i Mościcach utworzono parafię w Kamieniu Wielkim. Mosina od początku należała do witnickiej parafii. W obrębie parafii ks. Bielaka było 15. rodzin obrządku łacińskiego narodowości niemieckiej oraz około 1.000 osób obrządku protestanckiego. W 1946 r. przybyło z Nowogródka 10 rodzin mahometańskich. W pierwszym roku pracy duszpasterskiej ks. Bielak ochrzcił 25. dzieci, pobłogosławił 21. związków małżeńskich, pochował 16. osób. Ks. Bielak miał więc wiele pracy, będąc jedynym kapłanem w Witnicy. Poza tym podejmował wiele zadań w wymiarze charytatywnym i społecznym.

 

KS. KANONIK JÓZEF BIELAK  – „DOBRY PASTERZ”

Ks. Józef Bielak (zob. witniccy proboszczowie) urodził się 4 grudnia 1906 roku w Chodaczkowie Wielkim (diec. Lwowska) w pobożnej, katolickiej rodzinie. Od rodziców nauczył się miłości i szacunku dla drugiego człowieka. Był zdolnym i pracowitym młodzieńcem. Po ukończeniu Lwowskiego Seminarium Duchownego (1933), został wyświęcony na kapłana w dniu 18.06.1933 r. we Lwowie. Pracował jako wikariusz w powiecie kołomyjskim. W latach 1936-45 był proboszczem w Kamionkach Wielkich, które liczyły ponad tysiąc numerów.

Ks. Bielak, jako młody proboszcz, będąc zatroskanym o swoich parafian, radził Polakom, by nie zawierali małżeństw mieszanych z Ukraińcami, przypuszczając, iż przy historycznych zawirowaniach, mogą w tym wypadku narazić się na poważne trudności. Przypuszczenia ks. Bielaka okazały się trafne: w przypadku małżeństw mieszanych były trudności przed repatriacją z kresów. Tymczasem rząd radziecki zmuszał Polaków do przyjęcia obywatelstwa rosyjskiego; tym sposobem wiele małżeństw mieszanych musiało pozostać na Ukrainie. Banderowcy często napadali na plebanię, ksiądz spędzał wielokrotnie noce na wieży kościelnej.

Ks. Bielak musiał systematycznie meldować się na NKWD w Korszowie. Wraz z nadejściem Niemców, nacjonaliści ukraińscy „podnieśli głowy”, mordując przy tym wielu Polaków. Nawet w małżeństwach mieszanych dochodziło do tragedii: mężowie Ukraińcy mordowali żony Polki. W czasie obławy ukraińskiej, duża część Polaków z Kamionek Wielkich, ukrywała się na kolonii Czyściak, w której jednak jesienią 1944 r. wymordowano 35 osób. Na wiadomość o tym mordzie, ks. Bielak ukrył się na noc w rurze przepustowej pod jezdnią. Następnego dnia, po tym mordzie, ks. Józef Bielak zaczął namawiać Polaków, by przenosili się do Kołomyi, w której stacjonowały formacje Armii Czerwonej.

Przewodniczący rady kościelnej, Józef Ptaszkiewicz, zadbał o to, aby szaty liturgiczne i inne, cenne paramenty liturgiczne, przewieźć do Kołomyi. Pobyt w Kołomyi trwał do 8 maja 1945 r., kiedy to na wieść o zakończonej wojnie, większość Polaków zadecydowała o wyjeździe na Zachód Polski. Po tygodniowej podróży w odkrytych węglarkach, mieszkańcy z Kamionki Wielkiej w dniu 15 maja 1945 r. znaleźli się w Witnicy. Nie było wśród nich ks. Bielaka, który pozostał w Kołomyi, aby organizować wyjazd na Zachód Polski pozostałych Polaków. Przybył on dopiero na początku września, trzecim transportem z Kołomyi do Kłodzka.

Od samego początku ks. Józef Bielak rozpoczął żmudną pracę duszpasterską. Pierwszym etapem tej pracy było jednoczenie repatriantów ze Wschodu z innymi mieszkańcami Polski przybyłych do Witnicy. Udzielanie sakramentów (chrzty, Komunie św., spowiedzi, małżeństwa) z jednej strony, i organizowanie pomocy materialnej parafianom z drugiej, stanowiło rdzeń duszpasterskiego zaangażowania proboszcza J. Bielaka. Z zadań tych ks. Bielak wywiązywał się znakomicie. Pozostał w pamięci wielu ludzi jako „Dobry Pasterz”.

Komuniści wielokrotnie zabiegali o to, by nakłonić ks. Bielaka do współpracy z aparatem SB, a nawet do zerwania więzi z kościołem katolickim i ustanowienia w Witnicy parafii kościoła narodowego. Ks. Bielak pozostał do końca życia nieugięty i wierny rzymsko-katolickiemu kościołowi. W dowód między innymi za to, otrzymał kościelny tytuł kanonika honorowego. Z prac remontowych, których podjął się ks. Józef Bielak, należałoby wymienić: przystosowanie ewangelickiego kościoła do potrzeb obrzędów katolickich, zmianę wystroju wewnętrznego, wyremontowanie salek katechetycznych, przywrócenie – po pożarze – budynku przykościelnego (zob. B. Hołubowski. Wspomnienie z tamtych lat – Ksiądz Prałat Szambelan Papieski Józef Bielak. „Głos Witnicki” nr 5 (22) z dnia 15.05. 2004 s. 20).

W okresie pracy duszpasterskiej z ks. J. Bielakiem współpracowało 25. wikariuszy. Z relacji wielu można wnosić, że ks. Bielak był otwarty na inicjatywy młodych wikariuszy, wspomagał i pomagał im, był bardzo wyrozumiały i niezmiernie dla nich dobry. Jeden z wikariuszy, ks. Jan Giriatowicz, emerytowany proboszcz ze Słupska, wspomina ks. Bialaka jako dobrego ojca, wyrozumiałego dla ich inicjatyw młodzieńczych, choć bardzo był stanowczy i pełen godności (ks. J. Giriatowicz. Prywatne wspomnienia). Zresztą, ks. Bielak umiał „wychowywać” młodych kapłanów; spod „jego szkoły” wychodzili dobrzy duszpasterze. Wśród wielu pięknych świadectw o wikariuszach, wymieńmy choćby wspomnienie p. Henryka Grupy (zam. w Gorzowie Wlkp.) o ks. J. Giriatowiczu: „Był to wielki człowiek, ukształtował mnie duchowo, ukierunkował życiowo. Prowadziłem z nim długie rozmowy. Brał udział w organizowanych przeze mnie wystawach książek. Dzięki ks. Janowi, nauczyłem się pomagać innym ludziom” (H. Grupa. Prywatne wspomnienia).

Ks. Józef Bielak należał do ludzi spokojnych, opanowanych, choć stanowczych. Parafianie zapamiętali go jako człowieka skromnego, uczciwego, pomagającego ludziom ubogim. Należy podkreślić, że ks. Bielakowi udało się zbudować wspólnotę chrześcijańską z ludzi, którzy byli rozproszeni po zawieruchach wojny, biedni i zdruzgotani w wyniku wysiedlenia ze swoich domów i małych ojczyzn, pozbawieni więzi rodzinnych w wyniku krwawych mordów nacjonalistów ukraińskich. I to udało się ze wszech miar ks. Proboszczowi Bielakowi. Nikogo nie dziwiło, że pogrzeb „dobrego Pasterza” był wielką manifestacją wielu Witniczan.

Cieszy także fakt, że – choć od śmierci minęło już ponad 36 lat – Witniczanie pamiętają o pierwszym Proboszczu, przynosząc ciągle na jego grób świeże kwiaty i zapalone znicze, a także pamiętając o modlitwie w jego intencji. Piękną inicjatywą wykazuje się grupa parafian planując budowę pomnika ks. Józefa Bielaka na przykościelnym terenie. Te „pomniki” są znakiem, jak wielką postacią dla Witnicy był „Dobry Pasterz” – ks. Józef Bielak.

Wśród wielu pięknych świadectw o wyjątkowej postaci ks. Bielaka, wymieńmy tylko trzy, które są reprezentatywne dla pozostałych:

„Mieszkałam w internacie (…) Raz w miesiącu przyjeżdżałam do domu (…) Przyjechałam jesienią na stację w Witnicy, kiedy już było ciemno. Tym samym pociągiem przyjechał ks. J. Bielak. Wracając ze stacji, zapytał mnie, czym dostanę się do domu (Mosina), przecież już jest późno, a droga przez las długa i nieprzyjemna o tej porze. Odpowiedziałam, że nie po raz pierwszy mam taki problem i muszę się z nim zmierzyć. Wiem, że strach ma wielkie oczy, ale że różaniec w ręce wszystko pokona. Miałbym niespokojne sumienie, gdybym pozwolił ci iść pieszo – odpowiedział ks. Bielak. Pożyczę ci swój rower, abyś szybciej była w domu. W niedzielę powracając do Gorzowa, rower zwrócisz. Podziękowałam i skorzystałam z tej oferty. Pamiętaj – powiedział ksiądz – jeżeli znajdziesz się w kłopotliwej sytuacji, proszę zgłoś nie na plebanię do mnie. Postaram się pomóc” (J. Bonder. Prywatne wspomnienia).

„Pamięć o ks. Bielaku jest wciąż żywa, przeszła do opowieści przekazywanych przez dziadków wnukom, jak choćby chodząc po kolędzie, w obliczu stwierdzonej nędzy, nie tylko nie przyjmował nawet symbolicznych datków, lecz zostawiał pieniądze otrzymane od bogatszych. Posługująca na plebanii i w kościele kobieta wspomina, jak otrzymywała nieraz polecenie: idź zanieś im worek kartofli, czy porąbanego drewna. Córka milicjanta – ateisty stwierdza, że choć ojciec nie sympatyzował z księdzem, to ten jego dzieci chrzcił bezpłatnie. Ktoś, kto wymarzył sobie mimo biedy ukończenie studiów wyższych, z wdzięcznością wspomina, jak ksiądz Bielak przysyłał mu od czasu do czasu przekazy z kwotami pozwalającymi przeżyć. Bojowy zetempowiec, niegdysiejszy gorliwy katolik śpiewający w chórze kościelnym opowiada, jak mimo jego przejścia „na drugą stronę” światopoglądowej barykady, nigdy nie zauważył ze strony księdza Bielaka jakiejkolwiek niechęci, przeciwnie był wobec niego tak sam życzliwy i serdeczny (…) Parafianie z Kamionek Wielkich wspominają, jak tamtejszy ksiądz unicki odprawiał msze za kołacze i pieczenie, a ksiądz Bielak zadawalał się plackiem z buraczanych wytłoków” (Z. Czarnuch. Dobry pasterz spod Kołomyi. „Ziemia Gorzowska” 20: 1995 s. 18).

Ks. Józef Bielak „był moim niezapomnianym KSIĘDZEM. Pamiętam zwykłe lekcje religii, niezwykłe jasełka na Pasterce, pokomunijne śniadanie, procesje… Każde spotkanie z ks. Bielakiem było wydarzeniem. Był człowiekiem niezwykłym, dostrzegającym więcej niż wskazywały powinności kapłańskie. Posiadał wyjątkowy dar dzielenia się słowem i chlebem. Był ciekaw postępów i osiągnięć swoich uczniów. Pomagał i wspomagał nie tylko dobrym słowem. Sponsorował douczanie. Patronował utalentowanym. Pedagog z najprawdziwszym powołaniem, z cukierkami w rękawie! 47 lat temu spotkałam się z ks. Bielakiem w sprawie chrztu córki. Ksiądz bardzo się zmartwił moją utratą głosu i takimi słowami ocenił sytuację: ‘Milu – nauczycielko chroń swoje struny głosowe. Wiedzę przekazuj ciszej lecz bogatą w treść. Waż słowo! Pozwól też uczniom mieć prawo do głosu. Usłysz nawet szept’. Miałam szczęście mieć dobrych witnickich nauczycieli: ks. Bielak, Okuń, Koryznowie, Furman, Zmywaczyk … To nic, że do szkoły miałam daleko, że czasami atrament zamarzał w tornistrze, ale nauka nie poszła w las” (E. Hładka, zd. Węsierska. Prywatne wspomnienia).